Ślub tej dwójki to dzień pełen niespodzianek! Poranek pełen spokoju w salonie fryzjerskim, smacznej kawy i pogaduch:) I totalne odwrócenie sytuacji po powrocie do domu młodych i wspólne przygotowania całej rodziny. Maluchy które kręciły się po domu, jak to maluchy skradły nasze serca, czas i emocje… W tym pędzie udało się dojechać na miejsce ślubu, a tam okazało się że pan świadek nie posiada dowodu osobistego który jest niezbędny podczas takiej uroczystości. Kiedy młodzi zawarli związek małżeński, w drodze do sali bankietowej udało nam się odwiedzić port morski który powstał w Zabrzu na potrzeby Industriady, plażę którą usypano na terenie Kopalni GUIDO aż wreszcie złapała nas ulewa która szybko wygoniła nas do gości. Tam zabawa toczyła się już na szczęście bez większych niespodzianek, co dla mnie fotografa było dużym prezentem 🙂 do końca zabawa była pełna radości i fajnych emocji. Aaaa zapomniałam dodać… była niespodzianka dla Pana Młodego, którego odwiedzili chłopcy z drużyny piłkarskiej Walka Zabrze i z wielkim zaangażowaniem zaśpiewali „sto lat, sto lat niech żyją żyją nam…”

This wedding is a day full of surprises! The morning full of tranquility and tasty coffee 🙂 And a total reversal of the situation after returning home the young and the joint preparation of the whole family. Kids stolen our hearts, time and emotions … In the rush was able to get to the wedding venue, and there it turned out that you witness does not have an identity card which is essential during such a ceremony. When young married on the way to the banquet hall we were able to visit the sea port which was created in Zabrze needs Industriada, the beach which is piled in Mine GUIDO finally caught us downpour that quickly shooed us to guests. There fun fought already on Fortunately, no major surprises, as for me, the photographer was a big gift 🙂 to the end of the game was full of joy and cool emotions. Aaaah … I forgot to add was a surprise for the groom, who visited the boys from the football team Walka Zabrze and passionately sang „one hundred years, a hundred years let us live live …”

Dynga